Podręcznik obytego Polaka /2004/

Jacek Cygan proza (3)Książka niniejsza nie jest leksykonem. To raczej silva rerum, którą moglibyśmy zadedykować, wzorem Benedykta Chmielowskiego: „mądrym dla memoryału, idiotom dla nauki, politykom dla praktyki, melancholikom dla rozrywki”. To swoisty wstęp tylko, klucz do elementarza obytego obywatela. Nie znajdzie się tu żadnych scjentystycznych zakusów. Wyeliminowaliśmy je z góry, przyjmując dość ludyczną zasadę pisania tej książki. Otóż spotkaliśmy się w miłej knajpce. Na kilkudziesięciu kartach wypisane były bojowe zadania: dziesięć pojęć astronomicznych, dziesięciu rzeźbiarzy, dziesięć trunków itd. Karty poszły w tas, a następnie rozdane zostały według wszelkich pokerowych, czyli losowych, reguł gry. Nie było taryfy ulgowej, że ktoś wolałby coś innego. Zresztą, wychodząc po deserach, nikt z nas nie wiedział, kto o czym będzie pisał. Uzgodnione zostało tylko, żeby, choć nie ma nigdy w wyborach intelektualnych obiektywizmu, przesadnych ekscesów subiektywizmu jednak się wystrzegać. Stąd pretensje, że w takiej, czy owakiej dziesiątce coś jest, a czegoś nie ma, z góry oddalamy, podobnie jak podejrzenia, że dobór wyraża nasze skryte gusta. Ani jedno, ani drugie – tak tośmy się sprytnie urządzili.
A teraz, Drogi Czytelniku, do lektury. Mamy nadzieję, że czego się dowiesz, to dowiesz, a przede wszystkim tego, czego dowiadywać się warto dalej, po odłożeniu już tomu na półkę. I nasze dziesiątki rozmnożysz do setki co najmniej. My zaś czekać będziemy wtedy na ciebie przy stoliku zdobnym w odpowiednie trunków kieliszki. Tyle, że próżne to będzie oczekiwanie. Nie znajdziesz już dla nas czasu, bo będziesz rozrywany. I będą ci dzwoneczki dzwonić, róże spadać z sufitu, a cudownych kształtów hurysy (paniom – efebowie) lać ci będą do czary malmazję w dowolnych godzinach dnia i nocy. Co się słusznie należy Polakowi obytemu.
Ludwik Stomma